Ateńczyk witał mnie jako zapowiedź fortuny, gdy pobożny Rzymianin przeklinał mnie z podniesioną pięścią, a kapłan egipski niejadający grochu drżał na mój głos i bladł na mój zapach.
Gdy kwaśne wino żołnierskie płynęło po niegolonych brodach, gdy się raczono żołędziami, groszkiem i surową cebulą, i gdy kozioł na kawały pocięty, piekł się w zjełczalym maśle pasterskim, nikt się wtedy nie sromał353. Krzepkie pokarmy czyniły trawienie hucznym.
Na wiejskim słońcu ludzie sprawiali sobie ulgę powoli.
Tak przechodziłem bez zgorszenia jak inne potrzeby życia, jak Mena, dziewic męczarnia i łagodna Rumina, która osłania piersi mamek, nabrzmiałe błękitnymi żyłami. Byłem radosny. Budziłem śmiech. I swobodnie jelita rozszerzając z mego powodu, gość wyziewał wesołość otworami swego ciała.
Miałem swoje dni dumy. Dobry Arystofanes354 wprowadził mnie na scenę, a cesarz Klaudiusz Druzus355 posadził mnie u stołu. W latiklawach356 patrycjuszów krążyłem majestatycznie. Złote wazy, jak tympanony dźwięczały pode mną i kiedy pełny muren, trufli i pasztetów, żołądek pana ziemi wyzwalał się z hukiem, czujny świat się dowiadywał, że Cezar jest po obiedzie357.
Ale teraz strącono mnie pomiędzy gawiedź i nawet imię moje wywołuje oburzenie.
I Crepitus oddala się, jęcząc.
Potem słychać piorun.
GŁOS
Jam był Bóg wojsk, Bóg Jedyny, Bóg Pan...