I chłopcy, którzy czytali z nim Księgę Dżungli Kiplinga i przeczuwają jakąś niezwykłą atrakcję, odpowiadają natychmiast chórem z radosną gotowością:
— Jesteśmy wolnym ludem Bandar Log!
— A więc tu, gdzie się znajdujemy, jest puszcza?!
— Tak! Tu jest puszcza! — ryczą chórem pełni radosnego przeczucia chłopcy.
A w pół godziny potem panna Joasia, wszedłszy do świetlicy, zastaje widok, który może zmrozić niejednemu krew w żyłach. Oto stoły do herbaty poustawiane są po dwa (jeden na drugim), na każdej zaś takiej piramidzie kołysze się, niby huśtawka, ławka (w wyobraźni chłopców — gałąź). Na każdej zaś takiej huśtawce wyprawia dzikie harce z wyraźną pogardą dla praw równowagi kilku chłopców, podczas gdy pozostali tańczą jakiś dziwny, dziki taniec, przerywany skokami, chodzeniem na głowie i koziołkami, przy czym ryczą z takim zapałem i dumą, jak gdyby byli gromadą prawdziwych małp:
Patrz jak bitne nasze rody8!
Jak dowcipne ich igraszki!
Rąk aż cztery, toć nie fraszki!
Dziw się, patrząc na ogony,
W łuk skręcone w różne strony!