Gniewasz się? At! Mniejsza o to!
My z ochotą
Ciągniem siebie za ogony!
Sam zaś pan Piotruś, siedząc na piecu, przygląda się temu z niekłamaną życzliwością...
Innym znowu razem pan Piotruś pozdrawiał chłopców z wytwornym wdziękiem, zamiatając szeroki krąg rondem swego kapelusza i pytał:
— Szlachetni panowie! Czyż doprawdy zwyczaj turniejów wygasł już na tym dworze?...
A otrzymawszy gorące zapewnienie, że „nic podobnego”, wyprowadzał ich na podwórze i urządzał zapasy na kule śnieżne, biegi, rzucanie oszczepem, który reprezentował kij wyciągnięty z miotły stróża, strzelanie z łuku (własnej pana Piotrusia roboty) oraz wiele innych niezmiernie ciekawych, ale cieszących się wyraźną antypatią dozorcy, lokatorów i gospodarza rozrywek...
Stosunkowo najmniej wrogów miały tzw. zabawy „historyczne”.
Czasem bowiem chłopcy odtwarzali opowiadane im przez pana Piotrusia sceny. Nie wzbudzało to wśród opiekunów takiego niepokoju, jak harce wolnego ludu Bangar Log, ale na niespodzianych gości wywierało częstokroć dziwne, a nawet piorunujące wrażenie.
Tak więc np. dozorczyni, wysłana do nas przez gospodarza po czynsz, przeraziła się niemało, gdy zobaczyła pod obydwiema ścianami sali spiętrzone ławy i stoły, a w „wąwozie” między nimi leżących pokotem na ziemi, z zamkniętymi oczyma chłopców.