Ale wtedy pan Stach mówi do kolegów spokojnie i stanowczo:
— Zostawcie! To oni i tylko oni muszą sami zdecydować, czy chcą nosić tę odznakę!
A potem, zwracając się do chłopców, dodaje łagodnie:
— Wejdźcie do sali chłopcy. Chcę pomówić z wami.
Ale chłopcy po raz pierwszy patrzą na niego nieufnie i stoją oporni, ponurzy, zamknięci w sobie.
„Pomówić z nimi”... Wiedzą przecież dobrze, co teraz nastąpi! Jakże mogli o tym zapomnieć!
Znowu „miłość”, znowu „ludzkość” i znowu „braterstwo!”
Zawsze ta sama ckliwa rozlazłość, ta sama tchórzliwa obawa przed czyimś bólem, to samo babskie, płaczliwe niedołęstwo!
Józek czuje nieomal uczucie mdłości, podchodzące mu do gardła.
A pan Stach mówi o „krzywdzie”.