Weszli więc i tak szczelnie zapełnili pokoik pana Piotrusia, że szpilki nie było gdzie wcisnąć.

Pan Piotruś usiłował ich rozsadzić, zapalić maszynkę, wyjąć z szafki herbatę i szklanki. Krzątał się jednak tylko bezładnie, to tu, to tam, a wszystko leciało mu z rąk.

Ale Józek, który już od dłuższej chwili przyglądał się podejrzliwie tym praktykom, powiedział nagle surowo:

— Panie Piotrusiu! Pan dobrze wie, że myśmy nie przyszli tu na herbatę. Nie ma co sobie i innym głowy zawracać! Niech się pan ubiera i idziemy do świetlicy!

— Ale co znowu... co znowu... — zmieszał się pan Piotruś. — Ja się wcale nie wykręcam... ale dziś jest już przecież i tak za późno.

— Późno czy nie późno: idziemy! — powtórzył stanowczo i surowo Józek.

— Kiedy ja... kiedy widzicie, moi chłopcy... kiedy widzisz, Józek...

Józek postąpił krok ku niemu.

— Panie Piotrusiu! — powiedział. — Wie pan, co mówiła o panu panna Ela? Mówiła, że pan jest tchórz!

— Co?! — szarpnął się pan Piotruś.