Józek nie zwracał jednak na niego uwagi.

— Ja wtedy nie rozumiałem wszystkiego, co ona mówi i dopiero teraz... Pan zląkł się, że niby ludzie są niedobrzy, pan rzucił wszystko, pan się zamknął i pan powiedział sobie: „Niech się mordują, kiedy są takie bydlaki — a mnie co do tego?” No, ale mnie się wydaje, że taka rzecz to jest ucieczka. Bo przecie pan miał kolegów, z którymi pan razem szedł, no nie?!

Pan Piotruś patrzył chmurnie w ziemię.

— Ty tego nie rozumiesz, Józek! — mruknął. — Tamci, to garstka. Nic nieznacząca garstka!

Ale Józek uśmiechnął się szydersko:

— To jakoś nie tak pan nas uczył: Leonidas by tak nie powiedział!

— Józek! — krzyknął pan Piotruś.

I teraz chłopcy widzieli, że jest już bardzo zły.

— Ta wściekłeś się czy co? — szarpnął Józka za rękę Franek. — Cóż to, przyszedłeś tutaj Piotrusiowi przymawiać czy jak?!

Józek odsunął go.