I Józek czuł, jak pęcznieje w nim i rośnie bunt przeciw deszczowi, przeciw temu zamkniętemu w murach jak w studni podwórku, przeciw konieczności tego, co jest i co było.
Bo wszakże zawsze powinno być wolno (jeżeli się tego naprawdę chce) — wymazać!
— No dobrze! — zaczął niemal krzyczeć — No dobrze! Niech będzie, żeśmy go skrzywdzili. Ale dlaczego on nie przychodzi, jeżeli my chcemy naprawić?! Dlaczego jego nie ma?!
Pan Piotr milczał chwilę. Brwi miał ściągnięte, a oczy śmiertelnie smutne.
— Widzicie, moi chłopcy — powiedział cicho — najgorsze w życiu to jest właśnie to, że krzywdy nie można naprawić.
Prawie nigdy.
Dom
Jutro wszyscy chłopcy przyjdą do świetlicy na wilię23.
Będą pierogi, barszcz, śledzie, kutia24 z makiem i z miodem — wszystko, jak się należy. A stoły przykryje się białymi obrusami — tak!
Moniek i Salek też zostali zaproszeni.