I owszem — poszedł z panną Joasią.

A kiedy stanęli na przeznaczonej dla świetlicy parceli, wziął garść ziemi w ręce, rozgniótł ją w palcach i nawet, zdaje się, powąchał, a potem skonstatował łaskawie, że „choć to je ugór, ale ziemia dobra — tłusta”!

— A widzisz! — powiedziała panna Joasia.

Ale okazało się, że triumfowała za wcześnie. Franek bowiem rozejrzał się uważnie i nagle zapytał surowo:

— A gdzie są paliki?!

— Jakie znowu „paliki”?

— No przecie te, co pokazują odkąd ta działka jest nasza, niby świetlicy.

Panna Joasia wyjaśniła, że działka nie jest jeszcze odmierzona i że dopiero w tych dniach...

Ale Franek pokiwał tylko głową nad jej bezgraniczną naiwnością i poszedł, zostawiając ją głęboko upokorzoną i wściekłą.

Z sennym też i umyślnie tępym wyrazem twarzy słuchał, gdy panna Joasia mówiła później o tym ich przyszłym wspólnym gospodarstwie.