A potem, rozłożywszy jakiś plan, pokazywał:
— Bo to widzicie, chłopcy, będzie tak: tędy będą szły drogi między działkami, a tu będzie duży plac dla zebrań działkowców i zabaw, a tu znowu pływalnia.
Drogi wysadzi się drzewami owocowymi i te drzewa będą sobie stały na wiosnę takie białe i kwitnące, a pomiędzy nimi będą biegały dzieci. A przed altankami, tonącymi w zieleni dzikiego wina, róż lub kwitnącego groszku, usiądą sobie wieczorem po pracy ich ojcowie.
Ale to wszystko musi być zrobione wspólnymi siłami działkowców.
Każdy z nich będzie pracował nad karczowaniem ugorów, każdy z nich nie tylko swoją działkę uprawi, ale weźmie udział w ogólnej pracy dla wspólnego dobra i wedle jednego wspólnego planu. Bo rozumiecie, że jeżeli te wszystkie działki mają razem tworzyć wspólny park, to każdy nie może siać i sadzić na swojej wszystkiego, co mu się podoba. Ot, tędy np. przechodzi przez wszystkie działki droga i ta droga ma być obsadzona czereśniami. Więc każdy musi ten kawałek drogi, który do jego działki przylega obsadzić drzewkami.
A tu znowu działki otaczają placyk zabawowy. Naokoło zaś tego placyku ma iść kwiatowa rabata; wszyscy więc, których działki do niej przylegają, muszą je obsadzić kwiatami: rozumiecie?
— Co nie mamy rozumieć! — powiedział Józek. — A gdzie jest ta nasza działka?
— O tu — i pan Stach pokazał na mapie działkę oznaczoną czerwonym krzyżykiem.
Chłopcy pochylili się wszyscy nad stołem, wpatrzeni w ten mały odcinek planu, pełni jakiegoś dziwnego wzruszenia i dumy.
— Teraz — powiedział Stefek — wygląda pan jak generał pokazujący plan bitwy, a my jak oficerowie sztabowi.