Ale choć nie bił się już w czoło, „dobra myśl” rosła w nim, dojrzewała i pęczniała, że mało nie rozsadziła mu głowy i piersi z radości!
Nie mógł jej tylko uchwycić, wyrazić, wyrzucić z siebie ostrożnie, a przezornie, tak, jak się wyrzuca babkę z piasku.
I nagle — już!
— Stać! Stać! — krzyknął, wskakując na stołek.
I muzyka urwała się, a wszyscy stanęli wpatrzeni w niego w oczekiwaniu, przeczuwając doniosłość chwili.
— Panie Stachu! Czy pan nie wie... czy pan nie wie... jak jest po łacinie „braterstwo”?
— Fraternitas.
— A więc: niech żyje „Fraternitas”, planeta braterstwa!
Przypisy:
1. miaukoty — w języku dzieci ulicy: żebranina. [przypis redakcyjny]