Nie darmo pojone, nie darmo karmione

Rusałek tęsknotą...

A piosenka ta tak była rzewna i żałosna, że gdy obudziłam się, wezgłowie mego łoża mokre było od łez. Nie, nie włożę więcej tych klejnotów!

— Sny bywają czasem smutne, a czasem wesołe, Roksano — uśmiechnął się król — ale nie powinnaś myśleć o nich, skoro już pierzchły. Sen jest jak mgła jesienna, a któż myśli o szarych dniach, gdy świeci słońce?

I, by rozweselić księżniczkę, kazał czynić przygotowania do wielkiej uczty.

Następnego dnia jednak księżniczka Roksana nie podniosła się wcale z łoża, zatrwożeni lekarze na próżno próbowali przywrócić jej siły. Sen, który nawiedził ją tej nocy, tak ją przeraził, że zapadła ciężko na zdrowiu. Śniło się jej, że rubiny jej naszyjnika unosić się poczynają w górę, coraz gorętszym, coraz mocniejszym blaskiem się mieniąc, a później ciężko opadają niby wielkie purpurowe krople krwi i jedne o drugie uderzają, i taką wydzwaniają piosenkę:

Purpurą i ogniem, purpurą i ogniem

Kamienie się mienią,

Nie na darmo pojone, nie na darmo karmione

Krwi młodej czerwienią...