Młody Duńczyk wcisnął pocałunek na usta Władysława. — Twój! — zawołał — twój na zawsze!

A Władysław z uśmiechem odpowiedział: — Mój! Mój! — czy byłeś ty już kiedy na morzu? — A młody Duńczyk cały zarumienił się i przytulił twarz swoją do piersi Władysława, który mu oddał pocałunek.

— Mój — czy byłeś ty już kiedy na morzu? — Tak! gdyby fale umiały mówić, a my byśmy je rozumieli, niezawodnie dużo ciekawych usłyszelibyśmy historyek. Ryby wprawdzie wiedzą o wszystkim, — ależ ryby są nieme. Wszędzie widna mądrość w naturze! Ryby są nieme, żeby nie powtarzały tego, co plotą fale, a robaki w ziemi są nieme, żeby nie powiadały, jak umarłym nudno w ich grobach. — — I my też będziemy nimi, jeśli nas kto zapyta o wyjaśnienie powyższych kilku wierszy.

Towarzystwo wybrało najbliższą drogę, a zatem udało się do Hamburga nie przez Lubekę, lecz przez małe miasteczko Möln, sławne grobem, równie jak Werona i Assisi30, bo grobem Tylla Sowizdrzała. Mówią, że go pochowano z głową na dół spuszczoną; na grobowcu zaś wyciosano sowę i zwierciadło. Niegdyś stało tu drzewo, w które każdy wędrowny rzemieślnik wbijał gwóźdź, na znak pamiątki a razem słodkiej nadziei; w czasie wojny jednak drzewo to ścięto. Zresztą z Sowizdrzałem tak samo, jak z Homerem: powątpiewano o jego rzeczywistości i wyobrażano sobie, że jedna ta nazwa pokrywa kilka osób. Ale już dajmy temu pokój, a raczej przejdźmy się po mieście i poszukajmy naszego Sowizdrzała, bo Naomi.

Möln jest to staroświeckie i ciekawe miasto. Wchodzimy teraz w jedną z ciasnych jego uliczek, do domu o grubych murach i nielicznych, a wąskich oknach. W obszernej sieni widzimy pojazdy sztucznych jeźdców, bryczkę gospodarza i ogromny magiel; stół jest nakryty: wygląda tu tak, jak gdyby wszystkie izby całego domu, z wyjątkiem chyba sypialni, połączone były w tej jednej, zwanej sienią.

Po opuszczeniu statku, towarzystwo już odbyło podróż 6-milową i dlatego teraz nie żałowano sobie różnych wygód. Młody Duńczyk, którego zwali Krystianem, siedział w pośrodku między Władysławem a Józefiną, ową znajomą nam damą z powiewającym piórem i różnobarwnymi chorągwiami. Wszystko śmiało się i weseliło; nawet Władysław mniej był poważnym i ponurym niż zwykle, a dumny jego wzrok zdawał się dziwnie wyrazistym.

Pajac śpiewał niemieckie piosneczki i rozpowiadał o przysmaczkach wiedeńskich w najlepszym wiedeńskim dyalekcie, a gdy Duńczyk Krystian szepnął, że jest zmęczony i że rad by się poszedł przespać, pajac w głos się roześmiał, spojrzał na niego, kiwnął na Władysława i zaśpiewał znaną piosnkę Wiedeńską:

«Każesz mi kupować sennik!

Moja droga, cóż mi po nim?

Mój sen zawsze tylko jeden,