— Prawdziwy z ciebie sowizdrzał! — rzekła staruszka. — Toć przecie zejdź, bo zaraz przyjdą goście!

— Nie co dzień wolno zaglądać do sanctissimum! — odpowiedziała z filuternym uśmiechem Naomi. — Tożeś mi pozwoliła zajrzeć!

— Same tam stare graty! — rzekła pani — pięćdziesięcioletnie pamiątki!

— A ten portret kobiecy? — zapytała Naomi — po cóż on tutaj leży? Ach! jakże ona piękna? — ale podobna do żydówki!

Staruszka bystro wlepiła oczy w portret, potem odwróciła się do Naomi i rzekła poważnie:

— To twoja nieboszka matka!

Obie kobiety milczały: pierwsza znowu Naomi odezwała się:

— Moja matka? Otóż portret jej nie będzie leżał między gratami! — i skryła go na piersiach.

— Toć już zejdź i zamknij szufladę! goście idą! — zawołała hrabina. — Burzysz moją krew, a wiesz, że ja tego znieść nie mogę!

— Opowiedzże mi co o mojej matce! — rzekła Naomi serio.