— Cóż ci znowu przychodzi do głowy? — odpowiedziała hrabina. — Zresztą aniby cię to mogło zabawić! — i odwróciła się. Goście weszli do pokoju i rozmowa została przerwaną.
Poproszono Krystiana, żeby zagrał na skrzypcach, więc zagrał fantazje własnej kompozycji, bo już się nie miał co bać pana Knepusa. Naomi stanęła zamyślona, a wzrok jej zdawał się na nim spoczywać; nigdy jej jeszcze nie widział w takim usposobieniu. — Ona mnie podziwia! — pomyślał w duchu i myśl ta natchnęła go. W samej rzeczy nikt jeszcze nie widział Naomi tak mało mówiącej i tak dziwnie rozmarzonej, jak dzisiaj.
Towarzystwo chciało się zabawić w wolanta w wielkiej sali nowego pałacu. Naomi pozostała przy starej hrabinie, schwyciła ją za rękę i rzekła z energią, w tak młodym wieku tym bardziej zadziwiającą: — Mów mi o mojej matce! potrzebuję wiedzieć, chcę wiedzieć wszystko!
— Przestraszasz mnie na śmierć twoją gwałtownością! — powiedziała staruszka. — Ja nic nie wiem. Idź lepiej do tamtych i pograj z nimi w wolanta!
— Zawsze mnie traktujecie jak dziecko, ale ja już dzieckiem nie jestem! Dlatego też koniecznie chcę cóś więcej wiedzieć o sobie! Nie jestem dla was obcą, którą niby tylko z łaski przyjęliście do siebie; — jestem istotnie tą, za którą jedynie mam uchodzić: córką twojego syna! a tyś jest moją Babką! Jestem lekkomyślna i dlatego tylko dotąd mogłam nie pytać się o moją matkę. Dwa razy wspomniałam o niej przed ojcem, a za każdym razem odszedł zagniewany. I ty także nic mi nigdy nie chciałaś wyznać, a ja przez płochość więcej nie dopytywałam się, nawet przyznaję, żem zapomniała o wszystkim. Alem dziś dostała portret mojej matki! dzisiaj chcę wiedzieć więcej i chcę żebyś ty mi powiedziała!
— Wiesz, Naomi, ja jestem słaba! — odpowiedziała hrabina. — Nie męcz mnie dłużej, bo ani chcę, ani mogę uczynić, czego żądasz! Zresztą nie są to rzeczy na twój wiek! Nie, za jakie parę lat, kiedy już ja naturalnie od dawna będę w grobie, syn mój zapewne rozpowie ci, co potrzeba. Teraz idź do przedpokoju i przynieś mi brązową salopę — !
— Chcesz żebym wyszła! — zawołała Naomi — potem zamkniesz drzwi na klucz i mnie już więcej nie wpuścisz. Już to nieraz tak zemną zrobiłaś! Babko, znasz mój charakter! Tam w kanale lód jest przerąbany, więc pójdę i skoczę w otwór, jeśli mi zaraz nie powiesz, co chcę wiedzieć!
— Niegodziwa dziewczyno! — rzekła stara hrabina — źle sobie postępujesz zemną słabą kobietą! Spełnię twoje życzenie, ale sama sobie gwałtem wpędzasz żądło do serca! — Twarz staruszki, zwykle bladości chorobliwej, nabrała rumieńca gorączki; mowa jej ożywiła się: — Nie pochodzisz z mojej krwi, ani z krwi mego syna! Z jego strony jest tylko niedorzecznością i słabością, że niekiedy sam w to wierzy. — Jad, który w umyśle naszym powstaje z goryczy, jakby iskrami elektrycznymi odezwał się w intonacji jej wyrazów. — Stary żyd w Swendborgu był twoim dziadkiem! — rzekła — jego córka była piękna, daleko piękniejsza od ciebie. Była to guwernantka w naszym dworze, służyła u nas, czy mnie rozumiesz? służyła! Mój syn Wilhelm zakochał się w niej zapamiętale, nieboszczyk mąż mój dowiedział się o tym, a matka twoja wróciła do ojca. Wilhelma wysłaliśmy w podróż, lecz oni pisywali do siebie, przepadali za sobą, jakkolwiek niektórzy ludzie nie najlepiej mówili o twej matce. W Swendborgu był jakiś muzyk, Norwegczyk, który tam bywał u nich w domu i w wielkiej był z nimi zażyłości. Wilhelm wrócił z podróży, a myśmy sądzili, że już zapomniał o wszystkim; często wychodził na polowanie, ale każde polowanie było wizytą w Swendborgu. Jam się o tym dowiedziała, a nie było mi tajno, jak grzeszne prowadzili życie, gorsze, niżelibyś zdolna była pojąć! I tak już podobno źle robię, że z tobą o tym mówię. Powiedziałam tedy Wilhelmowi, wszystko com wiedziała, lecz on ufał miłości twojej matki, aż nareszcie sam raz zastał rywala przy kochance! Już to z duńskiej szlachty nie pochodzisz, może z norwegskiej! Mój Wilhelm teraz był przekonany i został rozsądnym człowiekiem. Kiedyś ty się urodziła, twoja matka pisywała o tobie listy elegiczne, a w końcu, widząc że Wilhelm bajeczkom jej wiary nie daje, odebrała sobie życie. To zrobiło swój efekt! to pomogło! ona poszła do grobu, a ty przyszłaś do nas! Ja sama przywiozłam cię z Swendborga.
— Dziękuję pani za to opowiadanie! — rzekła Naomi spokojnie, lecz tak blada, jak nigdy jeszcze nie była. — Jestem tedy z norwegskiej szlachty, nie z duńskiej! To też Hakon Jarl Öhlenschlägera zawsze lepiej mi się podobał, niż jego Palnatoke! Czy też pójdziemy pograć w wolanta?
— Dziecko! — rzekła hrabina — jakżeś ty egzaltowana! Nigdym nie widziała nic podobnego! Ale ty jeszcze wszystkiego nie rozumiesz! O! przyjdzie ten czas, kiedy krwawymi łzami zapłaczesz nad tym, coś dzisiaj usłyszała!