— Człowiek, którego nazwiska nigdy nie usłyszysz! — odpowiedział hrabia. — On był z Norwegii! — już nie żyje! a umarł tak, jak na to zasłużył!

— Zmiłuj się! opowiedz mi! — rzekła Naomi.

— Nie! — fuknął hrabia i wyszedł z pokoju.

— I on także jest okrutnym! — pomyślała Naomi. — Ludzie dręczą się wzajemnie. Jeden tylko Bekas jest mi wiernym i więcej mnie kocha, niż kogo bądź innego, a jego trzymają na łańcuchu! — i zeszła do psa na dziedziniec, pieściła go i całowała, spuściła z łańcucha i oprowadzała po domu; psisko aż się nie posiadało z radości, machało ogonem i podskakiwało do góry, wywieszając z paszczy czerwony, dymiący od pary język.

— Ty kochany Bekasie! — rzekła; — alboż nie zasługujesz na to, żebym cię oswobodziła?

O tej samej porze Krystian ukończył właśnie samotną przechadzkę po ogrodzie. Jedna z prześlicznych owych figur ze śniegu, która wczoraj jeszcze tak dumnie sterczała na trawniku, dziś skutkiem lekkiej odwilży pochyliła się na kolana, tak iż lanca wydała się jakby spuszczona do pchnięcia. Dzwoniono na obiad; Krystian wyszedł z ogrodu. Zaledwie otworzył furtkę, gdy spostrzegł Naomi z psem, który zaczął szczekać i wyszczerzał na niego ostre zęby. Naomi rozśmiała się głośno z przestrachu Krystiana. Pies poskoczył ku niemu, lecz on cofnął się szybko do ogrodu, ją zaś prosił, żeby psa znowu przywiązała na łańcuchu.

— Tchórzu! — zawołała Naomi.

W tej samej chwili pies wyrwał się, skoczył do furtki, która się od uderzenia otworzyła i wpadł na Krystiana, a ten na widok ogromnego zwierza i czerwonej, ziejącej paszczy z dużymi, białymi zębami wydawał straszliwe okrzyki. Jakby instynktem wiedziony, usiłował wskoczyć na figurę ze śniegu i oburącz uchwycił założoną lancę, gdy jednocześnie uczuł ukąszenie; figura z głuchym łoskotem rozpadła się, a to było na szczęście, bo niespodziany huk i latające na wszystkie strony bryły śniegu odpędziły Bekasa.

Niektórzy ze dworu przybiegli. Naomi stała milcząca przy otwartej furtce.

— Krew płynie! Pies go ukąsił! — wołano ze wszystkich stron.