— Otóż widzisz skutki twojej swawoli! — rzekł hrabia spoglądając surowo na Naomi.

Podniesiono Krystiana.

— Natychmiast psa zastrzelić! — zawołał hrabia.

W tej chwili Naomi wypadła z płaczem i litośnie błagając porwała Krystiana za rękę, a drżącym spojrzeniem zasmuconej duszy zaklinała go, żeby się wstawił za zwierzem. Usta jej dotykały twarzy chłopca, który się wstawił, jak żądała.

Przywieziono lekarza z sąsiedniego miasta. Krystian był niebezpiecznie ukąszony; na staraniach jednak i na czułej pieczy bynajmniej nie zbywało mu. Naomi odwiedzała go często; cicho i poważnie siadała przy jego łóżku, on z wyrazem przebaczenia podawał jej rękę, a chcąc jej powiedzieć cóś miłego, powtórzył swoje życzenie, żeby pies został przy życiu.

— Mnie się zdaje, że mogłabym ciebie pokochać, — rzekła Naomi z dziwną gwałtownością, iskrzącym wzrokiem wpatrując się w jego twarz wybladłą.

Hrabia miał odjeżdżać, lecz nie było co myśleć, żeby Krystian mógł z nim razem pojechać do Odensee. Listownie zawiadomiono pana Knepusa o fatalnym wypadku.

— Przestrach i zmartwienie odbiorą mi życie — mówiła staruszka. — Teraz nas opuszczasz! czuję to dobrze, że się już nigdy z sobą nie zobaczymy! Skoro za rok, lub za dwa lata powrócisz, chyba pójdziesz do kościoła i każesz sobie otworzyć małą kapliczkę, gdzie już zastaniesz jedną trumnę więcej.

— Ale, Mamo, to z jakiegoś romansu! — rzekł śmiejąc się hrabia.

— Nie, to z serca twojej matki! — odpowiedziała serio hrabina.