On bowiem też tak — chciały wielkie bogi —

Kochał, podbity młodością i cnotą,

I chciał iść z nią w świątynne Diany progi...

Zbliża się do niej w ufności słodyczy

I tłum przyjaciół pozostawia w tyle.

Gdy coraz bliżej groźna burza ryczy

I psy nań walą spuszczone ze smyczy,

A on sam jeden przeciw takiej sile,

Prawie bez broni: zdumiał — i na strony

Patrzy — i biegnie — stanął osłupiony —