— To pójdźmy stąd.

— Pójdźmy...

Wziąłem pod pachę poszarpanego Jabczyńskiego, podałem rękę mojej kuzynce i sprowadziłem ją w milczeniu ze schodów.

Znalazłszy się w moim pokoju, rozłożyłem Archiwa teologiczne na stole i siedziałem nad nimi bardzo długo. Ale nie myślałem o rozprawie.

Ela taka, jaką ją widziałem na strychu, stała nu wciąż przed oczyma. Słyszałem cichy jej płacz i czułem ciepło jej pałającej twarzy na moich piersiach. Przypomniało mi się, co mówiła, siedząc na oknie, że miłość wszystko by z niej zrobić mogła, i zestawiałem to z jej dzisiejszym przeobrażeniem i tą, aż do przesady posuniętą gorliwością w oddaniu mi przysługi.

— Czyżby ona? — myślałem, a czując niepojęte rozkołysanie mojej pilnie strzeżonej, w dobre karby ujętej wyobraźni, dodawałem: czyżbym i ja także?...

I nie kończyłem. Nie miałem odwagi kończyć. Rozsądek mówił mi, że droga domysłów jest tutaj drogą niebezpieczną, mogącą doprowadzić do zupełnej pewności, której właśnie uniknąć chciałem. Niepodobna mi przecież było żenić się z moją kuzynką!

Gdyby mnie kto był zapytał znienacka, w czym mianowicie leżało to niepodobieństwo, byłby mnie bardzo zakłopotał. Prawdopodobnie w tym, że ja nie miałem nic i ona także nic, i żem nie posiadał dosyć wiary w taką potęgę miłości, która by z tej „morskiej pianki”, jak ją nazywał proboszcz, ulepiła energiczną, gospodarną, na troski codziennego życia hartowną kobietę. Co innego poryw egzaltacji, a co innego chłodne wymagania rzeczywistości. Do pierwszego mogła być zawsze zdolną; tym drugim nie sprostałaby nawet przez miesiąc.

Tak mi mówił rozsądek, a rozsądek, jak sama Ela przyznawała, myli się rzadko, lecz myli się strasznie. Kto wie, może i wówczas popełnił jedną z takich strasznych omyłek...

Bądź co bądź, stosunek nasz nie uległ żadnej zmianie. Ona zamknęła się znowu w sobie, ja wróciłem do równowagi, a widząc ją po dawnemu spokojną, ociężałą, apatyczną, mówiłem w duchu: „zdawało mi się”, z tą łatwością, z jaką przyswajamy sobie przekonania, które nam są dogodne. O Kazimierzu tylko nie było już więcej mowy między nami.