— Żyje? — powtórzyłem.
Skinęła głową.
— Doktór jest — rzekła po chwili.
— I cóż?
— Nie wiadomo jeszcze.
Wskazałem ręką drzwi.
— Idź — rzekłem rozkazująco. — Idź i wracaj natychmiast!
Wyszła obrzuciwszy mnie wzrokiem niepojętej wściekłości i nienawiści.
Opadłem na poduszki. W głowie mi się kręciło.
Jak długo czekałem, nie wiem. Może parę minut, może parę godzin. Parę godzin chyba. Nareszcie weszła ciotka. Była zapłakana, a spojrzawszy na mnie, zaniosła się głośnym łkaniem.