— Dzień dobry, kochanko moja — rzekł serdecznie. — Widzę, jakaś piękna, nowa toaleta!
— Zna ją wujaszek już od dwóch lat — odpowiedziałam, śmiejąc się.
— Być nie może! Wygląda prosto od modniarki22!
— Gdzie to wujaszek znikł od samego rana?
Wujaszek rozsiadł się wygodnie w fotelu, skrzyżował z lekka przed sobą swe arystokratyczne stopy, popatrzył na nie z lubością i poprosił o pozwolenie zapalenia papierosa.
— Wyznam tobie pod sekretem, że zaspałem. I śniadanie dali szkaradne. Fraulein23 mówiła, że to moja wina, bo kawa nie może długo stać i czekać. Ale potem bardzo, bardzo interesujący spacer zrobiłem. Tylko nie pamiętam jak się nazywa to miejsce. I wyznam tobie, że nawet nie projektowałem tam iść. Ot! Szedłem przed siebie, szedłem, aż zaszedłem...
— Ale gdzie? — spytałam z pewnym zaniepokojeniem.
— Kiedy, „jak mamę kocham”, nie wiem. Byliśmy tam... poczekaj, kochanko moja, onegdaj... z panem Emilem, pamiętasz? Taki mały ruczaj24 w dole, brzegiem dróżka bardzo doskonała, a z drugiej strony cały Meran widzisz jak pod górę pnie się. Jest i ławeczka nader sympatyczna...
— Przecież nie Latzack-Steg! — wybiegło mi z ust.
Wujaszek aż się poprawił z ukontentowania25 na fotelu.