— Tak, tak, słyszałem twój głos, słyszałem... bezustannie, alem182 nie dobrze już rozumiał w końcu... Zaczęło mi się coś majaczyć. To bardzo zajmujące. Prawda, Murku?
— Bo ja tam wiem. Pan się zna na tym lepiej.
Wracali do domu, a gdy wózek zaturkotał głucho w bramie i zazgrzytał na ostrych kamieniach ciasnego podwórka, stróż Piotr mówił do swojej żony:
— Jagnieszka, chorobo, a coś ty tak późno obiad dziś dała. Już w pół do drugiej. Stary wraca!
A w suterynie183 praczka wołała z nad buchającej parą balii184:
— Śpiesz się Jóźka! Onego185 ino co patrzeć. W pół do drugiej. Paralitnik przyjechał.
I w otwartym oknie oficyny na trzecim piętrze ukazywała się jasnowłosa głowa pochylonej nad drzeworytniczą kliszą dziewczyny, a potem zwracając się w głąb ubogiego pokoiku, gdzie na sofce siedziała blada kobieta z zamkniętymi oczyma, mówiła smutnym głosem:
— Już w pół do drugiej, mamo. Skulski przyjechał. Nie skończę chyba na czas.
Inna jeszcze twarz błyskała zwykle o dwa piętra niżej, twarz szeroka, czerwona, z kokieteryjną grzywką nad czołem i damskim stroikiem w ręku.
— O la Boga! — wołała, śmiejąc się i wdzięcząc. — Już w pół do drugiej. Murek przytarabanił186 swego starego. Pani zaraz będzie dzwonić do ubierania, a ja jeszcze tego czupiradła nie upięła.