— Mój Murciulku! — zaczął po chwili — Mój Murciulku!

Chciał mu powiedzieć: Jakiś ty dobry dzisiaj! — ale zatrzymał się w obawie, aby go tą pochwałą nie spłoszyć. Nieraz mu to już na złe wyszło. Nie wiedział nigdy na pewno, jak z nim postępować.

Murek wciąż się oglądał.

Nagle, mimo woli uniósł się na ławce. Bzową aleją szła szybko wysmukła w obcisłym kaftaniku kobieta. Była młoda i przystojna.

Mijając ich posłała długie, znaczące spojrzenie Murkowi, który wyprostował się jak struna, przyłożyła parę razy chusteczkę do ust, na co on odpowiedział przyciśnięciem swojej grubej ręki do lewego boku algierki217 i skręciła w boczną uliczkę.

Upłynęło chwil parę.

Murek zdawał się namyślać.

— Proszę pana — odezwał się raptem. — Niech pan tu poczeka. Ja zaraz wrócę.

Stary podniósł na niego wzrok niespokojny.

— A gdzież chcesz iść, Murciulku?