— Pierwszy raz jadę bez męża — ciągnie dalej pani, biorąc na siebie koszta podtrzymania rozmowy. — Jak to przykro samej kobiecie podróżować, zwłaszcza za granicą.
On unosi się z lekka na siedzeniu, jakby ją chciał zapytać, kiedy mu da pokój; po czym z niemą rezygnacją opuszcza się znów na wydymaną poduszkę.
Kobieta zaczyna wachlować chusteczką swe pełne policzki, wśród których świecą oczy błękitne i rysuje się wzdęty tuszą, a przed dziesięciu laty zapewne kształtny nosek. Wzrok jej zatrzymał się z zazdrością na okrytych pledem kolanach przyszłej ofiary hydropatii254. Szczęśliwi ludzie, którym bywa zimno! Ona jest zawsze spotniałą255.
— Czy to panu nie zaszkodzi, jeżeli otworzę okno — pyta grzecznie. — Tak tu gorąco!
— Skoro pani sobie życzy — odpowiada tamten z umiarkowaną uprzejmością, podciągając pled pod brodę.
Ale okno nie daje się spuścić.
Cierpki sybaryta256 patrzy czas jakiś na mozolenie się swej towarzyszki z upartą szybą, wreszcie zrywa się z miejsca i podchodzi do niej, wlokąc pled za sobą.
— Niechże pani pozwoli!
Ją po raz pierwszy coś w dźwięku jego żywszego trochę głosu uderza.
Spogląda na niego bystro. Księżyc prosto w twarz mu świecący, rzeźbi jak najdokładniej każdą linię jego kształtnych, lecz zwiędłych rysów. Są one jedne z tych, które się niełatwo zapominają, zwłaszcza jeżeli się ma pewne powody, aby je pamiętać.