— Proszę... pieniądze — mówi jeszcze bardziej nieswoim głosem i wyciąga rękę z pięciorublowym papierkiem.
— Co?
Jej królewska mość odwraca się zdumiona.
— Panienkę kto po to przysłał?
— Proszę prędko. Niech pani prędko zawinie.
Cała w ogniach, a z zębami szczękającymi jak w febrze wybiega ze sklepu z bibułkowym pakietem. Coś ją niesie niby skrzydła aż na czwarte piętro ich ubogiego mieszkanka.
— Lucia! Lucia!... Masz!... Twój kwiatek! — woła już we drzwiach.
Dziewczynka otwiera wylęknione oczy. Zaraz po wyjściu siostry zrobiło jej się dziwnie słabo, aż się sąsiadka, która do niej właśnie zajrzała, przelękła i chciała palić gromnicę38, ale to minęło i teraz drzemała trochę, marząc o kwiatku.
— Co? Co?... — pyta na wpół nieprzytomnie.
— Patrz!