— Oczywiście. Ożenić się z miłości można z każdą; z wyrachowania, z posażną; ale z rozsądku, dla samej idei utworzenia rodziny, zabezpieczenia się od samotnej starości tylko z dobrą! I w tym cała trudność zadania. Czy panna ładna, to widzisz od razu; czy wykształcona, miła, itd., o tym możesz się przekonać; ale jak poznasz, że... dobra? One wszystkie dobre w salonie i na balu, zwłaszcza, gdy mają powodzenie; a mimo woli do takich nas ciągnie.
— Masz słuszność — przytaknął pan Zenon z widocznym roztargnieniem.
— Mógłbyś dodać, że ta słuszność jest po prostu tragiczna! — wybuchnął tamten. — Bo, widzisz, mężczyzna, który jeszcze potrafi zakochać się, to zupełnie co innego. I on wpadnie czasem... jeszcze jak! Ale przynajmniej ma na swoje usprawiedliwienie no, i na pociechę, że działał pod wpływem niepoczytalności erotycznej, zaślepienia, czegoś w rodzaju moral insanity46. Lecz traktować małżeństwo, jak ja je dziś traktuję, jak je traktować muszę, dzięki tamtej, na trzeźwo, z rozwagą, i móc także wpaść... nie! To już nic więcej by nie pozostawało, jak powiesić się!... Ale ty mnie nie słuchasz?
Pan Zenon, który wciąż uparcie patrzył w ogień, drgnął z lekka i przeciągnął ręką po czole.
— Owszem. Słucham cię z większym nawet zajęciem, niż przypuszczasz, bo przeżywam jednocześnie własne dzieje. Widzisz, mój drogi — tu spojrzał na młodego przyjaciela, a widząc wielkie zdumienie i ciekawość, malujące się na jego twarzy, uśmiechnął się nieco smutnie i mówił dalej:
— Dziwnym zbiegiem okoliczności, to, co mi mówisz, wskrzesiło umarłą przeszłość moją. Może w tym tkwi tajemnica tej sympatii, która się stała podwaliną47 naszej przyjaźni, że przeżycia nasze tyle mają z sobą wspólnego. Nie mówiłem ci tego nigdy, bo, jak wiesz dobrze, nie lubię grzebać w wystygłych popiołach, dziś jednak, taką niespodziewaną iskrę wspomnienia wydobyło z nich jedno twoje słowo, że... Ale pozwolisz — pocisnął dzwonek elektryczny i w chwilę potem zjawił się na progu gabinetu lokaj.
— Franciszku! Przynieś nam butelkę portweinu48, wiesz, tego z literą D, i biszkopty — zadysponował pan domu.
Rozkaz błyskawicznie spełniono; a gdy obaj mężczyźni umoczyli usta w ciemnobursztynowym płynie, starszy zaczął:
— Opowiem ci to pokrótce, a może wyciągniesz z tego jakąś dla siebie korzyść lub wskazówkę. Otóż wiedz, że i na mojej drodze stanęła kobieta... taka, na jaką ty tu rzucałeś przed chwilą anatemy49. Tylko ja jej nigdy nie złorzeczyłem, chociaż zostawiła mnie zupełnie tak samo ze zwarzoną młodością, wystygłem sercem i stępionymi zmysłami. Widocznie, prawdą jest, że jesteśmy z odmiennych materiałów ulepieni. Ja powiedziałem sobie z góry, że za wszystko na tym świecie trzeba płacić, a za niektóre rzeczy z lichwą50 rujnującą największych bogaczy. Skoro się je wszelako posiadło... Ale to do sprawy nie należy... Dość, że, jak ty, oplótłszy bluszczem niepamięci ruiny zaczarowanego zamku młodzieńczych snów o szczęściu, postanowiłem wybudować memu męskiemu wiekowi niski, ale trwały domek pomyślności i spokoju. Innymi słowy, postanowiłem ożenić się. I tak samo, tak samo jak ty, mój drogi Albinie, szukałem dobrej!
— A co! — wykrzyknął młodzieniec z tryumfem. — I tak samo musiałeś dojść do przekonania, że w tym przedsięwzięciu konieczny jest jakiś szósty zmysł lub... lampa Aladyna.