Pani Walunia nie mogła już tak szczegółowo śledzić tych zmian, gdyż zaczęło ją korcić niewytłumaczone zachowanie się męża. Chociaż w tramwaju czyniło się coraz przestronniej, a ona dawała mu znaki, aby usiadł przy niej, z widoczną chęcią przedstawienia go Włoszce, Tadeusz wstrząsnął tylko odmownie, głową i wycofał się zupełnie na platformę.

Tak dojechali do Piazza del Duomo86.

— Tu już kres naszej podróży — rzekła młoda kobieta, wstając. — Jeszcze raz dziękuję Pani z całego serca.

— Nie ma za co, nie ma za co — odpowiedziała Włoszka i dorzuciła ciszej, zmienionym głosem: — To ja raczej powinnam pani dziękować!

Oczy jej ze szczególnym wyrazem ogarnęły postać młodej polki. Mogło się wydać, że jej dziwnie ciężko rozstawać się z tą przygodną znajomą.

— Pani także wysiada? — zapytała pani Walunia.

— Tak. Tramwaj nie idzie dalej. I to także moje strony.

Mimo to nie ruszała się z miejsca.

Tamta wyciągnęła do niej rękę.

— Żegnam więc panią i życzę szczęścia na nowej drodze życia.