Oczy Włoszki zapłonęły błogością. Znowu wyglądała tak, jakby jakaś cudna muzyka pieściła jej uszy.

— Dziękuję, dziękuję bella signora87! — szepnęła.

Głos jej nieco chropowaty stał się w tej chwili przedziwnie miękkim i melodyjnym.

— Może się jeszcze kiedy spotkamy — dorzuciła pani Walunia serdecznie — Florencja taka mała, a my się wciąż włóczymy po ulicach.

Domawiając tych słów, uczuła, że ręka Włoszki, obejmująca wciąż jej dłoń, drgnęła gwałtownie, a na jej bladej twarzy wypiętnował się wyraz prawie przestrachu.

Nie zawtórowała życzeniu młodej Polki, przeciwnie, puściła szybko jej palce, szepcąc:

Addio, signora, addio88!

Pani Walunia opuściła wagon niepowszednio zaintrygowana. U stopnia platformy czekał już na nią mąż i pomógł jej wysiąść. Spostrzegła, iż twarz drga mu od tłumionego śmiechu.

— Dusiek? Co ty wyrabiasz? — zapytała biorąc go pod rękę. — I czemu nie przyszedłeś, gdym kiwała na ciebie?

— Żebyś mnie przedstawiła twojej nowej przyjaciółce? — odpowiedział wciąż śmiejąc się. — Dziękuję uniżenie!