Raptem spoważniał.

— Wiesz, Waluchno, nie przypuszczałem, ześ taka pochopna do zawierania znajomości w tramwajach. To czasem może być niebezpieczne. Dobrze tu, gdzie nas nikt nie zna i — dodał z dumą — gdzie ja czuwam nad tobą...

— Ależ, Duśku, bo ty nie wiesz o niczym.

I zaczęła z wielkim przejęciem opowiadać mu swoją przygodę.

Słuchał uważnie, ale wprędce przerwał jej, pełen zapału obrońcy, któremu ta rola nie zdążyła się jeszcze naprzykrzyć:

— To łotr! Biedactwo moje! Czemuś mi nie powiedziała Waluto! Byłbym mu kości pogruchotał... Takie bydlę! On śmiał.

— Ja wiem, żebyś mu nie był tego darował... I dlatego właśnie... Ale słuchaj dalej.

Tym razem już jej nie przerwał, tylko uśmiechał się coraz filuterniej.

— Widzisz — kończyła tryumfująco — jaka to delikatna i dobra natura. Jakże miałam nie podziękować jej i nie porozmawiać.

— Zapewne... Ale...