— Tym bardziej, Duśku, że wzajemnie poczułyśmy do siebie jakąś sympatię. Bo nie umiem ci wypowiedzieć, z jaką ona przyjemnością rozmawiała ze mną.

— Wierzę... wierzę... Tylko czy ty wiesz, Waluś, kto ona?

— Jak to, kto ona? Alboż ty ją znasz, Duśku?

Spojrzała na męża zaniepokojona.

— Prawda, żeś ty już był we Florencji za kawalerskich czasów. A ona coś wspominała o dwóch Polakach znajomych... I tak się raptem zmieszała... Powiedz, może ty się w niej kochałeś?

Tadeusz parsknął rozbawionym śmiechem.

— Nie! Nie! Uspokój się mała zazdrośnico... Znam ją o tyle, o ile może ją znać z widzenia każdy kto wieczorami bywa na placu Wiktora Emanuela. Onegdaj nawet pokazywałem ci ją gdyśmy wracali do domu. Szła środkiem naszej ulicy. Pamiętasz? Tylko mój Dzieciuś ma trochę krótki wzrok. Widocznie to jej rewir.

Pani Walunia aż przystanęła:

— Duśku! Co ty mówisz? Przecież ona ma narzeczonego. Wychodzi niezadługo za mąż.

— Tak ci naopowiadała? Ach! Ty dzieciaku! Kocham cię jeszcze bardziej za tę twoją naiwność.