— A! Tak! Spodziewałem się tego! Pan tu patrzy, a tam groch z kapustą porobili! — krzyknął Holewicz.

Bodzio się zmieszał.

— Z pługami?... Co takiego?...

— Idź pan, zobacz, to się dowiesz! Parobcy pospali się na zagonach, tymczasem konie po kartoflach tratują. Do stu diabłów! Postawili pana tam, to pilnuj!

W Bohdanie ocknął się arystokrata. Wyprostowany, obrzucił dumnym wzrokiem Holewicza i rzekł z naciskiem:

— Niech pan raczy odzywać się uprzejmiej. Proszę!

Zarządzający zdumiał się. Ale postawa Bodzia jego z kolei zmieszała.

— Cóż to, może pan tu nie winien?... — rzekł spokojniej.

— Tak, po części jestem winien... lecz wymagam innego tonu; takiego jak pański nie zniosę. Do dozoru zaś nad parobkami niech pan stawia ekonomów. Ja odmawiam stanowczo.

— Pan jesteś przez księcia naznaczony na mego pomocnika i ode mnie zależy, gdzie pana stawiać będę.