— Może się przejdziesz? — zaproponował Luci.
Odpowiedziała mu rozmiłowanym spojrzeniem.
Długo chodzili po parku, rozmawiając niby poufnie, ale z trudem, o rzeczach zwykłych.
I męczyli się oboje.
XXXV
Ordynat jechał do Rusłocka. Na jednej ze stacji centralnych spotkał książąt Ponieckich. Wiedział, że ich nie ma w Rusłocku, dokąd dążył, ale też spotkania nie pragnął. Księstwo natomiast witali go z pietyzmem.
Waldemar pytał o Bodzia, księżna wystąpiła ze skargą, niby to utrzymaną w tonie żartobliwym, lecz tak, by ordynat mógł odczuć w jej słowach jad i ironię.
— Ach! Pan Bohdan? To skończony socjalista.
— Czyżby?... — zdziwił się Michorowski.
— Ależ tak! Ordynat pojęcia nie ma, jakie on w Rusłocku głosi idee, jakie podsuwa nam projekty... Zakrawa trochę na chłopomana.