— Doprawdy? Przestrasza mnie księżna! Cóż on tam robi?
Książę pobłażliwie mrugnął oczami.
— No, nic złego, nic złego...
Poniecka się gorączkowała.
— Niech ordynat sobie wyobrazi, że pan Bohdan inicjuje u nas coraz nowe instytucje. Jakieś tam szkoły, jakieś kolejki wąskotorowe z lasów, aby się chłopi nie męczyli pracą. Słyszane rzeczy.
— No, no! Rzeczywiście!... Bajeczny!... — potakiwał Waldemar, dusząc się ze śmiechu, czego jednak księstwo nie spostrzegli.
— Albo jego filantropia? Wprost skandaliczna!... Rozbałamuca nawet służbę.
— Ale z administracją jest w zgodzie, o ile słyszałem?
— Zapewne! Bo ich także psuje swym liberalizmem. Mają w nim poplecznika. Do tego dochodzi, że się z niektórymi przyjaźni!
Książę wciąż uśmiechał się uprzejmie.