Bohdan smutno spojrzał mu w oczy.
— Bo myślałem, że już wszyscy... zapomnieli o mnie.
W głosie jego zadrgał bezmierny żal.
Waldemar się wzruszył.
— Słuchaj, chłopcze, listy piszesz swobodne, jednak nie wydajesz mi się zadowolony. Źle ci jest? Mów.
Bohdan ściął wargi. Walczył ze sobą, i Waldemar to widział. Ale młodzieniec odparł spokojnie, nawet z uśmiechem:
— Ha! Wuju: pracuję: to trudno. Minęły dla mnie czasy różane.
— Więc wytrwasz; prawda?
— Tak, do roku. W Rusłocku dłużej nie zostanę.
— Ale wiesz?... Była u mnie twoja matka.