— Waldy... — powtórzyła dziewczyna niby we śnie czy w malignie, lecz wyczekująco.
Targnęła nim rozpacz.
Nie ma, nie ma sił! A każdym momentem łudzi ją, każdą chwilą staje się winniejszy, bezczelniejszy — wobec niej!...
Zerwać ułudę! Brutalnie rozwiać miraż.
Rozniecić prawdę! Ale prawda schłoszcze ich oboje.
Być szczerym — jak światło.
Odważnym — jak zbrodnia.
Więc popełnić zbrodnię? Zabić tę kobietę nagą prawdą, ratować zaś własną, by nie spadła w odmęt obłudy?
Popełnić obowiązujące kłamstwo i zaprzeć się duszy nieskażonej?
Dla litości?...