Bodzio uczuł gniew.
— Co mnie tam Niemki obchodzą? Widziałem piękniejsze.
Baronik się obraził.
— Nie zna pan nazwisk, bo są tu i Węgierki.
— Wszystko jedno!
Panicz odszedł. Bohdan mógł swobodnie szukać arcyksiężniczki.
Rozpoczęły się tańce. Michorowski mile został zdziwiony widokiem par płynących przy dźwiękach poloneza. Widział tańczących Polaków, którzy wyróżniali się majestatycznością ruchów i panie polskie, wdzięczne jak prawdziwe księżne. Wkrótce ujrzał i arcyksiężniczkę. Tańczyła z jednym z dygnitarzy. Oczy jej, duże, szczere, jakby trochę smutne i zdziwione, oczy dziewczynki w magazynie pięknych lalek zatrzymały się na twarzy Bohdana. Jego zachwycony wzrok wywołał słaby uśmiech na ustach Beatryczy.
Minęła go powiewnie, uniesiona tańcem, jak pasemko białe piany na fali rzecznej.
Przemknął koło niego Szötenyi.
— Pan nie tańczy? — spytał.