Taka harna, zelenaja, myłeńka i jasna!

Oj, Wołyniu, Wołyniu, tebe ne zabudu

Aż do samoj smerti wspomynaty budu...

Ordynat zwrócił się z pytaniem:

— Bodziu, co to za śpiew? Nie znam go.

Chłopak się zaczerwienił.

— Sam go sobie ułożyłem, wuju.

— Ty?! No, i tu, w Styrii tak czule wspominasz Wołyń.

— Bo ja te kraje tu znam i podziwiam, lecz przeniosłem się myślą nad taki boski parów w Rusłocku, gdzie marzyłem. Żebyś ty go znał, wuju! Wiesz? Zawsze sobie wyobrażałem, że ten głęboki jar, przepastny, wykopało piekło na zgubę ludzi, a niebo usiało go cudną roślinnością, ubrało skałami pysznymi, ocieniło dziewiczą puszczą drzew, aby ludziom, ot takim jak ja wariatom, dać trochę przyjemności.

— Więc kochasz Wołyń? A jednak Rusłocka nie lubiłeś...