— Milcz, milcz Waldy! Powiedz: tyś mnie nigdy nie kochał? Och! Nie miłością braterską! Ale tą inną, tą... dawną swoją... Czy nigdy?...
Starli się wzrokiem. Jej był drapieżny, jego zbolały, lecz stanowczy.
— Nie, Luciu.
— Boże mój! A ja myślałam, a ja!... Tak cię strasznie kochałam!
Rzuciła się znowu do niego.
— Waldy... Były chwile... Pamiętasz?...
— Wiem. I przepraszam cię za nie, Luciu. Byłem nieuważny, może... bezczelny, ale nie mogę być niesumiennym. Tamto były chwile krótkiego szału... nerwów. Jestem mężczyzną... działałaś na mnie, przyznaję. Jednak to nie... miłość.
— Więc nic dla mnie w twym sercu nie ma, nic?!...
— Jest głęboka miłość braterska i żal, i boleść, i współczucie, i wielkie pragnienie, abyś była szczęśliwa, Luciu. I dlatego...
— Odradzasz mi pewno iść za Jurka? — syknęła ze strasznym śmiechem.