— Nie, tylko lękam się o ciebie.
— Więc uratuj! Zechciej, żądaj, rozkaż, abym była twoją żoną! Zostanę. Bądź pewny: niewolnicą będę!
Waldemar milczał.
— Nie powiesz tego, prawda?
Nie dał odpowiedzi.
Lucia po chwili znów zbliżyła się do ordynata. Ręce oparła na biurku i pochylona całą postacią naprzód, mówiła urywanie:
— Wybrałam Jurka... bo on mnie kocha. Wie wszystko, co ja cierpię, i chce mi dać ukojenie. Matki nie mam! Ona już Barska. Przy dziadziu, obok ciebie, nie będę!... Cóż pocznę?... A Jurek mnie kocha. Będę żyła dla innych... Może wytrzymam...
Łzy spadły jej z oczu.
— Czemu nie mogę dać ci szczęścia, czemu?! — zawołał Waldemar głosem tak wzruszonym i tak szczerze żałosnym, że Lucia rozrzewniła się, ale smutno.
W milczeniu podała mu rękę.