— Któż ci już naopowiadał? Ciekawym!
— Żydek z Rudowej, który mnie przywiózł.
Pan Maciej oburzył się.
— Jak to?! Przyjechałaś wynajętym powozem?
— Taką sobie nędzną dryndulką, dziadziu — zaśmiała się Lucia. — Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie te wieści. Boże! I dziadzio tu sam!... Okropność!
Pan Maciej przygarnął ją do siebie z czułością.
— Widzisz, że nie sam: Waldy nade mną czuwa, i Ksawery...
— Ach! Pana Ksawerego nie powitałam! Gdzież on jest?... Przyjął mnie tylko Jacenty i nie poznał. Musiałam się wylegitymować.
Przytuliła się serdecznie do ramienia staruszka. Szepnęła z uczuciem:
— Teraz, dziadziu, ja się tobą zaopiekuję. Nie odstąpię cię nigdy. Będziemy razem przebywali złe i dobre wypadki.