— A nie boisz się, dziecko? Tu rozruchy zaledwie się zaczynają... mogą się wzmocnić.
— Nie, dziadziu. Ale tu jesteśmy u siebie w ojczyźnie. Nie godzi się nam jej opuszczać w takiej chwili i... bawić się u obcych.
Pan Maciej odsunął wnuczkę od siebie, popatrzył na nią badawczo.
— Jak ty się zmieniłaś, Luciu!
Ona zapłonęła.
— Spoważniałam, dziadziu, nabrałam rozumu; teraz inaczej myślę.
Waldemar pocałował ją w rękę. W oczach miał iskry zadowolenia.
— Jesteś dzielną dziewczyną, Luciu! — rzekł z uznaniem.
Krwisty rumieniec zabarwił jej policzki.
— Zawdzięczam to tobie, Waldy, i ... Stefci — dokończyła szeptem.