W przestrzeń! Do...
— Wschodu — szepnął głos Luci.
— Nie! W przestrzeń do ukojenia.
L
Matka-ziemia, odmłodzona i pachnąca, wyszła już z kąpieli wiosennej. Spłynęły z niej brudne strugi wód, znikły kałuże i zwinne potoki. Przyroda wychlustuje ze swej wanny resztki zapienionych mydlin. Czystą, ożywczą wodą deszczów płucze ziemię i namaszcza ją wonnościami.
Są cudne.
Pachną żywiczne soki sosen i świerków. Brzozy rozmarzone ronią woń subtelną, lecz odurzającą. Już i źródła okadzają się pachnidłami i leśne grzęzawiska-moczary. Rozkołysany zew ziemi, twórczy podzwon rodzicielki wzmaga się i gotuje wszystko do uroczystości kwitnienia.
Zaczęły się próby. Wytworne zapachy uderzyły w powietrze.
Sypią się kwiaty białe, modre i żółte.
Pękają pączki drzew.