— Ja wam będę płacić za to, żeście mnie spalili? Zwariowałeś jeden z drugim.
— To nie tylko my spalili, bo i wieś. Nie trza było z nimi zaczynać; wypasy od dziada pradziada należały do nich — odezwał się ktoś z gromady.
Trestce spadły binokle, osadził je mocniej i wybuchnął:
— I las? Co? I las do nich należał?
— A jakże. Drzewo mogą brać. A bo to im dziedzic zabroni, kiedy z dawna tak było?
Magnat rzucił się do nich. Podniósł pięść i wygrażając nią, wołał:
— Zabronię: zobaczycie, gałgany, że zabronię. Ja was nauczę!... Dwór okradać będziecie? Wpierw poznacie kryminał.
Zaczął kląć po swojemu.
W gromadzie powstał głośny gwar.
— To niech ich dziedzic pakuje do turmy9, jeżeli da rady, a nam proszę dać większą pensję i ordynarię! — krzyknęło parę głosów.