— Nie dam!... Nic nie dam!... Słyszycie?... I was do kryminału oddam, łajdaki; Sapristi!... W dyby was!
Tłum poruszył się, wzburzenie rosło.
Jeden głos zaczął wołać.
— Jak nie dostaniem, czego chcema, to jeszcze spalim resztę i do roboty nie pójdzie nikt!
— Teraz inne czasy nastały, oho! — wołał drugi.
— Teraz pany przycichną. Tak ma być, jak chcema! A jak nie, to strajk.
— Niech pan hrabia nie krzyczy, bo się nie boi nikt.
— Dać podwyżkę i ordynarię większą, mniej roboty, to i będzie ład.
— My tu mamy spisane to, czego chcemy. Niech pan hrabia przeczyta.
Trestka wychodził z siebie.