— Jak najłatwiej fajtnąć na tamten świat.

— Et!

— No więc co?

— Niech pan zadepeszuje do domu. Przyślą.

Twarz młodzieńca spoważaniała w jednej chwili. Rzekł twardym tonem:

— Za nic! Matki prosić nie będę. Wyrzekła się mnie: żem łajdak. Niech i tak będzie.

Zamyślił się smutno i zwiesił głowę.

Ordynat, odwrócony dotąd bokiem, spojrzał na niego i zadrżał. Błysk gwałtowny rozjaśnił twarz Waldemara.

Młodzieniec siedział nachmurzony z wydętymi wargami i z silnie zmarszczoną brwią. Jego oczy pociemniały jeszcze; były jak ze stali. Rzekł głucho.

— Przehulałem całą swoją schedę; nic mi się od matki nie należy, a żebrać nie będę.