— No, już możesz pan wyjąć kulę z mego rewolweru. Daję dymisję pani śmierci.

XVIII

Ordynat zabierał kuzyna do Głębowicz. Podobało mu się, że Bohdan był z nim szczery, i kiedy Waldemar spytał go o liczbę długów, odrzekł bez zwykłych w takich razach przesadnych skrupułów.

— A! Wuj chce je popłacić? Très bien!21 To po ordynacku! Tylko uprzedzam, że jest ich kupa, i... że nie wiem, czy potrafię je kiedyś wujowi zwrócić. Chyba, że jak otrzymam jakie dobra... na księżycu.

Zaczęły się spłaty długów Bohdana.

Ordynat nie robił kuzynowi wymówek; wiedział, że to na razie nic nie pomoże. Raz tylko rzekł, przeglądając weksel na jakąś bardzo dużą sumę:

— Trochę za wcześnie i... za słono zaczynasz.

Bogdan się zaczerwienił.

— Toteż skończyłem, wuju — rzekł smutnie.

— A Czerczyn?