Do pokoju weszła panna Rita w kapeluszu i futrzanym kołnierzu, zarumieniona z mrozu, z dziwnym wyrazem twarzy. Przywitała się z księżną w milczeniu. Pani Dobrzyńska natychmiast wyszła.
Księżna podniosła oczy na swą wychowankę.
— Cóż tam w Słodkowcach?
Rita usiadła na krześle, gwałtownie zdejmując rękawiczki.
— Stefcia Rudecka wyjechała onegdaj.
— To wiem, ale dlaczego, co się stało?
— Och, dowie się ciocia bardzo prędko... Ona postąpiła taktownie, lecz nie zakończyła kwestii.
— Pozwól, moja droga, ale nie rozumiem, o czym ty mówisz.
— To się wyjaśni, może dziś jeszcze. Wczoraj ordynat był w Słodkowcach, dziś będzie tu.
— Waldemar? Skąd wiesz?