Ordynat wzruszył ramionami.
— Wiem, że pradziad Andrzej ożeniony z hrabianką Esterhazy, spokrewnioną z Habsburgami, chciał się z nią rozwodzić mimo jej bogactw i piękności. Wiem, że dziadek Maciej ze swą francuską księżniczką byli razem parą najnieszczęśliwszych ludzi i że mój ojciec z księżniczką Podhorecką również do szczęśliwych się nie zaliczali.
— Twoi rodzice kochali się, ale byli różnych pojęć — to ich dzieliło.
— Zawsze jednak jakieś „ale” stanęło na drodze. Zresztą, o ile wiem, mama, wychodząc za mąż, kogo innego nosiła w sercu.
— Ach, to dzieciństwo!
— Dzieciństwo? Łatwo to powiedzieć! Ale ono niesłychanie przeszkadza, są dowody na mamie i na dziadku Macieju. W jego młodości takie dzieciństwo zatruło późniejsze życie.
Zaczął chodzić po pokoju.
Księżna wodziła za nim przestraszonymi oczyma i nagle spytała:
— Czy to prawda, że ta... Stefcia jest wnuczką tamtej... historycznej Korwiczówny?...
— Tak, jest jej rodzoną wnuczką.