— I ty może dlatego?... dla powetowania?...
Waldemar stanął.
— Cóż znowu! Kochałem Stefcię, nie wiedząc jeszcze o niczym, i nie dam jej sobie wydrzeć tak, jak tamtą wydarto dziadkowi.
— Więc ty sądzisz, że tobie pozwolą na taki mezalians30? Na ożenienie się z tą Rudecką?... Tobie... ordynatowi na Głębowiczach? Michorowskiemu?
Waldemar rzucił dumnie głową.
— A kto mi zabroni? — zapytał wyzywająco.
— Rodzina! Sfera! Tradycja! Ja! — wołała gwałtownie księżna.
— Za pozwoleniem! Ja jestem pełnoletni, więc rodzina nie ma prawa zabronić mi tego. Sfera? Kpię sobie z niej! Tradycja mnie nie wzrusza, a ty, babciu? Ty się nie będziesz upierać. Jesteś na to zbyt rozumna.
— Mylisz się. Ja nie pozwolę nigdy!
— Pozwolisz, babciu, choćby pod groźbą mego nieposłuszeństwa. Moją żoną zostanie tylko Stefcia Rudecka. Na to się zgodzi i rodzina, i sfera, bo tradycja nic tu nie przeszkadza.