— Bo grunt jednaki, tylko kwiaty różnych odcieni i nazwa; tam zapożyczona z obcej gwary, a tu właściwa.
— Wracam do rzeczy — zaczął znowu Morykoni. — Więc pani sądzi, że odporność ich w przyjmowaniu kultury jest winą ciasnoty mózgów, jakie posiadają?
— I winą kultury. Tu są równe prawa. Ciasnota ich pojęć nie pozwala światłu rozszerzać się, a kultura jest jeszcze zbyt umiejscowiona, nie dosięga do wielu ciemnic.
— Umiejscowiona? Gdzie?
— W uprzywilejowanych kołach.
— Dlaczego?
— Bo skąpo płynie na inne... niższe.
— Pani mówi o sferach?
— Nie, ja mówię o dwóch biegunach: o inteligencji i pospólstwie.
— Więc na bardziej subiektywny rozbiór pani się nie zgadza?