— Jasna panienka umarła!
Płacz ogólny i narzekania rozległy się po jego słowach.
W sali jadalnej pani Idalia cuciła spazmującą Lucię, sama ze łzami w oczach, zgnębiona śmiercią Stefci. Pan Ksawery ocierał oczy, Klecz zagryzał wargi, przejęty nieszczęściem.
Księżna siedziała bez ruchu, niebywale blada, prawie zielona. Łzy wielkie spływały z jej oczu. Mówiła szeptem:
— Stefcia umarła... — umarła?... to dziecko?... ta słodka dziewczyna? czy to mo... żebne... Wieczny... odpoczynek... jej duszyczce...
Księżna nie dokończyła. Oparła się o fotel i załkała rzewnie.
Do sali niespodziewanie wszedł Trestka. Wystraszony, powiódł wzrokiem dokoła i rzekł, kiwając głową:
— Już wiecie wszystko?...
Po czym usiadł na pierwszym krześle, nie witając się z nikim.
Przerażenie zawisło w sali. Nawet nieme portrety na ścianach zdawały się mroczniejsze.